Higiena seksu - cz. 2 psychika


Dzisiaj o psychice. O tej sferze, którą zazwyczaj pomija się przy poruszaniu tematu seksu. Zazwyczaj seks omawia się z poziomu cielesności, no, ewentualnie wspomina się o orgazmie, który "dzieje się w głowie". A co dopiero psychika w połączeniu z higieną, temat odległy w naszej codzienności.

Otóż, mamy problem z myśleniem o seksie. Z myśleniem o seksie w ogóle - nie wypada przecież, i z myśleniem w szczególe - np. jak nazywać poszczególne części ciała? Nasze rozmowy o seksie są nierzadko krępujące, i aby tę krępację ukryć żartujemy, w sposób nieraz sprośny, nieodpowiedni i mogący razić w inne osoby. Ech, trudny orzech do zgryzienia.
Zacznijmy od myślenia jako takim. Myśli towarzyszą nam na każdym kroku, są oznaką pracy umysłu, są nieświadome i tym samym nie podlegają naszej kontroli. Mowa tutaj o większości społeczeństwa, pomijam jednostki pracujące nad tym fenomenem. Na nasze myśli o seksie spory wpływ ma otoczenie w dzieciństwie i w okresie dorastania - rodzice, szkoła, koledzy. Proszę się nie burzyć i nie negować tego faktu: dzieci myślą o swojej seksualności, ciekawi je ten temat, ponieważ jest on nieodłącznym elementem naszego dorastania. To w okresie dziecięcym formuje się miłość / nienawiść do własnego ciała, także do miejsc intymnych. I tutaj jest duża rola rodziców, tego jak zareagują na pytania dziecka. Nasz kochany język polski w kwestii nazewnictwa miejsc intymnych czerpie niestety z bardzo prostego języka. Z drugiej zaś strony, nauka nie przychodzi nam z wielką pomocą. Dotyczy to głównie kobiecych narządów. Od kilkunastu lat w polskim społeczeństwie mamy dylemat, czy używać słowa "cipka" czy też "wagina". Niekiedy więc może dochodzić do presji określenia się po jednej ze stron, presja rodzi przymus, a przymus dalekosiężnie niechęć. I zamiast pomóc tylko sobie szkodzimy. Co robić? Jakoś przecież musimy o sobie myśleć i mówić.
Współcześni terapeuci wychodzą z pomysłem tworzenia własnych nazw. Kobiety na specjalnych warsztatach oswajania się ze swoim ciałem, czy też pary w trakcie terapii mają zadanie wymyślenia swojego indywidualnego nazewnictwa. Ten sposób daje sporą strefę komfortu, ponieważ temat jest delikatny i intymny. Nie musisz więc sięgać do cipek, pusiek, wagin, brzoskwinek etc. Bądź kreatywna.Bo my, Polacy, z kreatywnością mamy ogromny problem. Odwieczny polski praktycyzm jest w nas tak zakorzeniony, że trudno nam odejść od tego schematu.
Poza tym, obejrzyj się. Serio, warto. Weź lusterko, włącz przednią kamerkę w telefonie i SPÓJRZ NA SIEBIE, dotknij. To Twoje ciało, źródło wielu przyjemności, bólu i radości jednocześnie. Jest warte Twojego szacunku i miłości.

Wiem, że piszę głównie o kobietach. Wynika to z prostego faktu, że jestem kobietą, czuję i przeżywam swoją kobiecość. Pisanie i radzenie od strony męskiej przynosi mi jeszcze trudność, którą staram ukrócać zgłębiając temat. Niemniej jednak, faktem jest, że w przypadku mężczyzn sytuacja wydaje się być prostsza. Nie miewamy takich trudności z mówieniem o penisie czy członku. Te dwa słowa wpisały się w nasz ojczysty język i nie rażą w oczywisty sposób.
Ale i tutaj, podobnie, jak w przypadku kobiet okres dziecięcy ma ogromny wpływ na sposób myślenia o swoim ciele. Męskie miejsca intymne bywają źródłem frustracji, lęków czy narcyzmu.Bywa i tak, że mężczyźni budują swoje poczucie wartości w oparciu o swój członek. I w przeciwieństwie do kobiet często są zespoleni z penisem. Po prostu dla mężczyzn penis jest nieodłączną częścią ciała, aczkolwiek nie jest to jednocześnie potwierdzeniem miłości do siebie. Przypuszczam, że wynika to z widoczności - wystarczy zerknąć w dół. Kobieta, jak pisałam wyżej, aby przyjrzeć się sobie musi użyć do tego celu lusterka.
Problemy mężczyzn w obrębie swojej intymności wiążą się często z nieśmiałością, niepewnością i intuicyjną potrzebą chronienia tejże strefy. Wynika to z "co, będzie gdy". Przestańcie gdybać. Nie można, nie i już. Krzywdzicie tak tylko siebie.
I moi drodzy, kobiety i mężczyźni, dziewczyny i chłopcy, nie porównujcie się. Nie porównujcie się do cholery, bo jesteście jedyni w swoim rodzaju. Naprawdę, nie ma dwóch identycznych cipek czy penisów. Każdy jest jedyny, wyjątkowy i samo to jest wystarczającym powodem do polubienia siebie takim, jakim się jest.

Następna kwestia - szacunek. Jak wspomniałam wyżej, żartujemy sobie z seksu, w sposób sprośny i bez grama szacunku właśnie. Ruchamy się i pieprzymy, i to w dodatku nie wspólnie tylko tę drugą osobę. Ogólnie nie mam nic przeciwko ostrzejszym słowom w seksie, zdarzają się momenty, gdy jest to na miejscu. Jednak istotne jest to, co "wkładasz" w to sprośne słowo. Jeżeli są to pogarda, naśmiewanie się i egoizm, to jest to właśnie przykład braku szacunku. Seks jest piękną sferą naszego życia i nie musisz za każdym razem "kochać się", ale podstawą jest, by odnosić się z szacunkiem do tego aktu oraz osób zaangażowanych.

Jak widzisz więc, seks dzieje się także w głowie i warto zadbać o jego odpowiednie w niej umiejscowienie, tak aby nie uwierało. I dbać, i cieszyć się nim.

Komentarze