[...] I ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską [...]


Sezon ślubny w pełni, przystańmy więc na chwilę przy tym temacie.

Z małżeństwem w ostatnich latach bywają niezłe hocki klocki - a to chcemy redefinicji prawnego statusu małżeństwa, a to jednak stwierdzamy, że małżeństwo nie jest nam do szczęścia potrzebne. A rzeczywistość wygląda tak, że biznes ślubny (i rozwodowy przy okazji też) ma się świetnie. O co chodzi?

Pewnego dnia, szukając mądrych słów dla moich rodziców, świętujących 25lecie małżeństwa, uderzyło mnie jak niewiele takich słów istnieje. Przewertowałam setki stron, by znaleźć jedynie cynizm, zgorzkniałość i szyderstwo. Żarty z pożycia małżeńskiego wiodły prym. Jakoś tak się przyjęło, że w żart obracamy to, co jest nam niewygodne, żeby znośnym się stało.
Idea małżeństwa wpisała się trwale w świadomości społecznej. Tak trwale, że celem nadrzędnym i głównym każdego związku kobiety i mężczyzny powinno być małżeństwo. Śmiało mogę stwierdzić, że idea ta, stała się wręcz niedostępna naszej świadomości i podchodzimy do niej bezrefleksyjnie. Pozostaje tylko niesmak, gdy on się wciąż nie oświadcza i strach przed jej naciskami. Finalnie nie wiemy o co nam chodzi, ale o coś i zaczyna się psuć. Z resztą, po zawarciu sakramentu nie bywa lepiej. No i skoro tak nam to małżeństwo wadzi, to po co wciąż do niego dążymy?

Ogólnie rozwój w tej tematyce przyniosła ze sobą cywilizacja i religia. Cywilizacja ze względu na regulacje prawne, a religia, by zwiększyć kontrolę nad ludźmi. Swoje trzy grosze dorzuciła kultura w zależności od epoki. Finalnie pozostało nam z tego następujące przeświadczenia:

- związek kobiety i mężczyzny powinno zwieńczyć zawarcie małżeństwa,
- pragniemy bajkowej uroczystości,
- po ślubie nadal żyjemy jak w bajce.

Tak wygląda strona teoretyczna, jednak życie okazuje się być gorzkie. I powstaje pytanie, gdzie leży problem? Czy problemem jest samo małżeństwo, czy też problemem jest sposób myślenia o nim, a także dalszego postępowania?

Osobiście nie potępiam małżeństwa. Uważam, że jest pięknym przeżyciem, może być naturalnym etapem w związku i z pewnością ułatwia funkcjonowanie, jako parze i rodzinie we współczesnym świecie (ze szczególnym uwzględnieniem Polski). Jestem orędowniczką zmiany sposobu myślenia, a przede wszystkim podchodzenia do tematu z większą świadomością.

1. Przestańmy uczyć dzieci, że małżeństwo jest jedyną, słuszną drogą dwojga osób.
Tutaj do wywalenia z dziecięcych bibliotek wszystkie bajki o księciach na białych koniach. W tych historiach relacje damsko-męskie zwieńczone są zaręczynami / ślubem i tekstem"i żyli długo i szczęśliwie". Takie obrazowanie koduje w młodych umysłach przekłamany obraz, który weryfikowany w późniejszym życiu okazuje się być wielkim rozczarowaniem.
2. Zacznijmy uczyć się żyć w zgodzie ze sobą, z uwzględnieniem poszanowania innych.
Takie nastawienie pozwoli na głębsze zastanowienie się nad ważnymi decyzjami życiowymi, a małżeństwo taką decyzją niewątpliwie jest. Uchroni przed niepotrzebnym męczennictwem w małżeństwie i pozwoli na poświęcenie, które ma wartość.
3. Sprawmy, by małżeństwo było świadomym wyborem, a nie "naturalną" koleją rzeczy.
Przestańmy uważać, że małżeństwo jest konieczne do rozwoju związku dwojga ludzi. Skończmy
z traktowaniem relacji poprzez zaliczanie kolejnych etapów: zaręczyny, wspólne mieszkanie, ślub za dwa lata i dziecko za rok później. Na życie nie ma gotowego przepisu, tylko Ty je możesz kreować zgodnie ze swoim sumieniem. Tylko wtedy będziesz szczęśliwy.
4. Nie tkwij w czymś, co Ci nie odpowiada.
Oczywiście nie podejmuj decyzji o rozstaniu zbyt pochopnie, pod wpływem nagłych emocji. O ile jednak bylibyśmy szczęśliwsi, spokojniejsi i zdrowsi, gdybyśmy mieli odwagę walczyć. Na tym polu mamy dwa problemy: nie odchodzimy wtedy, gdy jest na to pora; i nie walczymy wtedy, gdy powinniśmy. O rozstaniach będę jeszcze pisała, jednak momentem granicznym jest chwila, gdy nie ma już czego ratować, i gdy dwie osoby jedynie ranią się wzajemnie. W tym przypadku z popiołów wspaniały feniks nie powstanie. Natomiast pozostajemy bierni, bądź też kuszą nas inne rozwiązania wtedy, gdy jeszcze związek można uratować.
5. Przestańmy rzucać słowa na wiatr!
To plaga dzisiejszych czasów. Zawierając małżeństwo wypowiadamy słowa przysięgi, ślubujemy i szybko zapominamy o tym. Jesteśmy krzywoprzysiężcami, nie mamy honoru. Nie uważam, by trwać pomimo wszystko. Ale jeżeli w przypadku pierwszego kryzysu sięgasz po zdradę, to jakim jesteś małżonkiem / małżonką...jakim człowiekiem?

Faktem jest, że potrzebujemy zacząć od zmian mentalnych, od zmiany podejścia względem małżeństwa. Zbyt pochopnie podejmujemy decyzję o jego zawarciu, mamy wyobrażenia wyniesione najczęściej z domu, dzieciństwa, społeczeństwa, w którym żyjemy, a której okazują się być mitami. A gdy już zaczyna się w małżeństwie sypać, nie umiemy sobie radzić z takim stanem rzeczy.
Masz prawo nie wiedzieć. Nie zwalnia Cię to jednak z obowiązku poszukiwania i pracy nad sobą. Wierzę, że zarówno zawarcie małżeństwa, jak i dalsze w nim życie może być pięknym doświadczeniem, może być szczęśliwe. Pomimo rutyny codzienności i pomimo nieuniknionych kryzysów. Możesz zrobić tylko jedno, by tak się stało - żyj świadomie.

M.

Komentarze